Wszystkie »

  • Wpisów:80
  • Średnio co: 42 dni
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 19:56
  • Licznik odwiedzin:4 758 / 3482 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
nie wiem co ma ostatnio wyższy poziom: moja agresja czy moja frustracja z powodu niewyżycia? a może jedno powiązane jest z drugim? czasem zastanawiam się czy można kogoś zabić przez telefon lub przez komunikator... jeśli tak, to ja będę pierwszym udokumentowanym przypadkiem mordercy na odległość...
 

 
z czego człowiek czerpie siłę? nie uwierzę, że z diety i wypoczynku, bo czasem bez jedzenia i bez snu mogę zapierdalać jak diabeł tasmański. czy zatem ludzie są napędzani energią, którą pobierają z kontaktów międzyludzkich? przemawia za tym fakt, że im więcej przebywam między ludźmi, tym lepiej się czuję. ale z drugiej strony- czasem jest się bardziej zmęczonym po rozmowie z kimś niż przed nią. poza tym często nastrój rozmówcy udziela się osobie, z którą rozmawia i wtedy obydwie leżą i pragną umrzeć. ()
dlatego pytam się: skąd, no skąd, bierze się ta energia, wręcz euforia, która daje ci siłę do życia, ta adrenalina która napędza ci serce... gdy jesteś zakochany?
 

 
mam tego dosyć. spotykamy się codziennie, rozmawiamy codziennie, zwierzasz mi się, rozśmieszasz mnie, czasem mnie nawet przytulasz. kiedyś nawet byłeś mój. a teraz już nie mogę cię mieć. nie, żebym kiedykolwiek miała cię w 100%, ale wcześniej miałam cie przynajmniej częściowo, a teraz już nie mogę mieć nawet tego. tej najważniejszej części, tej, która zmuszała cię, żeby przyjść pod moje okno w środku nocy (i dawała ci pewność, że ci otworzę...), tej części, która kazała ci symulować, że mnie bijesz, żeby móc mnie przytulić, tej, która podpowiadała ci, żeby do mnie zadzwonić, kiedy przyszło ci coś do głowy.
tak, wiem, pamiętam jak obiecywałeś, że to nie będzie trwać wiecznie, wyjaśniałeś, że to jest toksyczne, że tak nie można i że prędzej czy później będziemy musieli zaangażować się w normalne związki. ale ja nie chcę! jeżeli już mam tworzyć jakiś związek to tylko z tobą...
 

 
śniło mi się dzisiaj, że byłam w 9 m-cu ciąży. brzuch jak bęben, przerażona, nie mam pojęcia kto mógłby być ojcem. no, generalnie traumatyczny sen. ale co się okazało? że to bardzo dobry omen! w pierwszej kolejności spełnione marzenia, dobre nowiny, zmiany na lepsze itp. zazwyczaj bardziej wierzę we Freuda niż w senniki, ale w tym wypadku ciężko było pokierować się logiką Freuda, ale za to był to typowy sennikowy przykład, więc pokusiłam się o sprawdzenie. i proszę jak ładnie! nie żebym w to jakoś mega mocno wierzyła, ale jednak "mam na biurku podkowę, choć nie wierzę w przesądy. sądzę bowiem, że czy ja wierzę, czy nie, ona i tak przynosi mi szczęście." (NIELS BOHR)
 

 

Czy zdanie okrągłe wypowiesz,

Czy księgę mądrą napiszesz,

Będziesz zawsze mieć w głowie tę samą

Pustkę i ciszę...



Słowo to zimny powiew

Nagłego wiatru w przestworze

Może orzeźwi Cię,

Ale donikąd

Dojść nie pomoże



Zwieść Cię może ciągnący ulicami tłum,

Wódka w parku wypita

Albo zachód słońca



Lecz pamiętaj naprawdę nie dzieje sie nic

I nie stanie się nic aż do końca (x2)



Czy zdanie okrągłe wypowiesz,

Czy księgę mądrą napiszesz,

Będziesz zawsze mieć w głowie tę samą

Pustkę i ciszę...



Zaufaj tylko warg splotom,

Bełkotom niezrozumiałym,

Gestom różnych zapisów

Niedoskonałym



Zwieść Cię może ciągnący ulicami tłum,

Wódka w parku wypita

Albo zachód słońca



Lecz pamiętaj naprawdę nie dzieje sie nic

I nie stanie się nic aż do końca (x2)



Zwieść Cię może ciągnący ulicami tłum,

Wódka w parku wypita

Albo zachód słońca



Lecz pamiętaj naprawdę nie dzieje sie nic

I nie stanie się nic aż do końca (x3)



NIC
 

 
tej paskudnej rzeczy, zwanej aparatem fotograficznym, udało się uchwycić mnie w sytuacji gdy jestem uśmiechnięta, radosna i wręcz dziecinna. zaprawdę, rzadko spotykany widok. zdjęcie nic specjalnego, po prostu uśmiechnięta dziewczyna. przez wrodzoną przewrotność władowałam je na nk, żeby sprawdzić jakie reakcje wywoła. i co się okazało? nikt już nie wierzy w moją słodką gębę!! straciłam moją najlepszą broń w manipulowaniu ludźmi! wszyscy, jak jeden mąż, stwierdzili, że w nie nie wierzą i już! aż taką straszliwą mam reputację...?
 

 
wczoraj w nocy, przed snem, a po piciu, wymyśliłam zajebistą notkę. opisywała wszystkie moje problemy, odzwierciedlała stan mojego ducha, pozwalała się wyżalić, była napisana w fajnym, ostrym stylu, a także wyjaśniała skąd wziął się guz na moim czole.
dziś rano pozostał tylko guz na czole...
 

 
trochę wódki w zajebistym gronie i rozmowa po północy na gadu z Kimś, Kto mi zawsze poprawia humor i już dochodzę do siebie. na co komu antybiotyki, jeśli do pełni zdrowia wystarczą takie proste rzeczy?
 

 
zrobiłam się strasznie sentymentalna. wszystko mnie rozczula, smuci. dosłownie nie mogę oglądać "chirurgów", bo płaczę na nich jak dziecko i cały dzień łażę smutna. momentami nawet podobają mi się pastelowe kolory, a to już jest zbrodnia!
nie płaczę po nim, co to to nie!, ale czasem płaczę w śnie. nie wiem co to znaczy i jak działa ten mechanizm, ale płaczę tak bardzo, że czasem nawet budzę się z twarzą we łzach.
nie wiem co się ze mną dzieje, może to hormony, a może to starość.
muszę powrócić do czynienia zła i pakowania się w kłopoty, może to coś pomoże.
chociaż, z drugiej strony, autodestrukcja nie jest chyba najlepszym sposobem na złamane serce...
 

 
czy jest możliwe doprowadzenie się do takiego stanu wygłodzenia, że ręce trzęsą się na samą myśl o tym? że nie potrafię myśleć o niczym innym? że boję się zostać sama, żeby wizje tego znów nie powróciły? że zdaję sobie sprawę z tego, że to złe i niezdrowe, ale I don't care i chcę tylko tego, bez względu na konsekwencje? że chyba będę brała co będzie, bez wybrzydzania? że wszystko mi się z tym kojarzy? że mam takie sny, że włos się jeży na głowie, a policzki rumienią?
i ja wcale nie mówię o jedzeniu!!

taki dziecinny żart ale mimo wszystko, po zakończeniu tego, jakby nie patrzeć, toksycznego związku, brakuje mi kogoś "normalnego" (jeśli można tak powiedzieć o facetach ;P), z kim mogłabym spędzać czas na bzdurach i nie tylko. prawda jest taka, że nie jestem tak ZUPEŁNIE wygłodzona, bo na co dzień mam kumpli, z którymi mogę pogadać o wszystkim i o niczym, skoczyć do kina czy na piwo, a na imprezach zawsze znajdzie się ktoś, kto mi chętnie "umili" towarzystwo, ale to nie o to chodzi. brakuje mi kogoś, w kim będę miała to wszystko. i chociaż życie singielki nie jest złe, to jednak... czasem smutne...
 

 
mówią: "jesteś piękna/seksowna/niepowtarzalna, nie mogę przestać o tobie myśleć/marzyć/fantazjować, chciałbym cię zabrać do kina/na wódkę/do łóżka, chyba się w tobie zakochałem/zauroczyłem/na ciebie napaliłem..." i w ten deseń, muszę tylko niepotrzebne skreślić. a jak przychodzi co do czego to wracam sama/w nocy/w grudniu/1,5 km do domu (i tu nie ma nic niepotrzebnego do skreślenia).

"A jeżeli faceci są z Marsa, to niech tam kurwa wracają." LEJDIS
 

 
przerażające jest jak szybko można o kimś zapomnieć... coś, co trwało 4 lata i wydawało się na całe życie, rozmywa sie jak dawno wyśniony sen... przecierasz oczy i jakoś niespodziewanie umykają ci szczegóły... nie czuję potrzeby pamiętania tego snu. budzi we mnie tylko smutek.
organizm funkcjonuje teraz wręcz odwrotnie. nie potrzebuje snu, nie potrzebuje pokarmu, nie potrzebuje odpoczynku. nie mogę usiedzieć w jednym miejscu 5 minut, nie potrafię się skupić, nie wiem co to bezruch. mam mnóstwo energii, prowokuję, działam, kompletnie nie jestem sobą. a może dopiero teraz jestem sobą...?
 

 
serio! i nie mówię tego jak truizm, tylko jako moją życiową obserwację. mi to właściwie nie przeszkadza, bo też do świętych nie należę, ale jednak... żadnemu nie ufajcie. naprawdę. moim zdaniem nie należy ich traktować jak partnerów, w żadnym wypadku nie "powierzać w ich spracowane dłonie swoich losów", raczej traktować ich z przymruzeniem oka, jak kompanów do zabawy. bo, przysięgam (i nie mówię tego złośliwie, bo właściwie lubie to w nich), każdy z nich to skurwiel.

"słoń jest wiekszy od kota, kot jest wiekszy od myszy, mysz jest wieksza od mrówki, mrówka jest wieksza od pantofelka, ale i tak wolę pantofelka od ciebie, ty skurwysynie"
 

 
ehh, jakoś mi nieciekawie... samotna chyba jestem... i może by się jakieś hobby przydało... bo imprezy to nie jest hobby, nie? a szkoda, bo na to idzie większość mojego wolnego czasu i gotówki. ostatnio pobiłam swój rekord- wyszłam z domu do pracy w sobote przed 14, a wróciłam w niedziele przed 18... dodam tylko, że pracuję po 8 godzin, nie po 24.
poza tym stwierdzam ze smutkiem, że lubię pracować. wiem, wiem, to wbrew zasadom tylera durdena, ale praca daje mi satysfakcję. serio! )) a tak szczerze, to lubię jak sie coś dzieje. no i te biurowe flirty... nic tak nie podnosi adrenaliny (i samooceny). a te imprezy integracyjne...! szkoda gadać.
a tak a propos- szykuje sie kolejna, iris* znów będzie rządzić... ;>
 

 
jakoś tak chujowo wyszło, ze ciągle jestem w biegu. najgorsze jest chyba to, że nie mam prawie czasu dla Przystojniaka, który został za morzem. nie, przepraszam, najgorsze jest jednak to, że mam czas dla przystojniaków (przez małe 'p', którzy są bliżej. brak mi cierpliwości i wytrwałości do związków na odległość. chociaż bezapelacyjnie mój umysł i dusza należą do Przystojniaka pachnącego cubą, to ciało coraz cześciej chce należeć do przystojniaków, którzy znajdą się akurat pod reką. chyba mam naturę dziwki i za słaby charakter, zeby z tym walczyć...
 

 
mimo, że straszliwie mi Go brakuje i że "miłość to niekompletność w nieobecności" i pomijając, że ta mieścina to jedna plotkarska dziura i że mam problemy, różnorakie, takie ot, problemy dnia codziennego (bo kto ich nie ma), to jednak czuję się stosunkowo dobrze. może nie jestem szczęśliwa (nie, to jednak za duże słowo), to mimo wszystko "PRZYJEMNIE JEST BYĆ MIMBLĄ,CZUJĘ SIĘ ZNAKOMICIE,OD GÓRY DO DOŁU" (tove jansson "dolina muminków w listopadzie"
 

 
wiem, wiem, dawno nie pisałam, ale dużo się zmieniło. jestem już w polsce, pracuję, tęsknię za pięknym, zdechł mi komp, a na necie jestem tylko z doskoku. podsumowywując- zajebiście mi ostatnio smakuje życie. najwyraźniej tu jest moje miejsce. poza tym ciągle chodzi za mną wers jakiejs głupie piosenki, chyba dody, "mówią mi: możesz miec każdego, bo fajna dżaga z ciebie jest" szczegóły później!
  • awatar Psychopatic: ojoj jaki ladne chmurki :) we wloszech takich niema :( pozdrowionka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
http://pl.

Editor, Lisa Churgin on Adrien Brody kissing Halle Berry when he won Best Actor for "The Pianist" - 75th Annual Academy Awards®.
 

 
zapożyczam ette james od pierniczki baaardzo mi się spodobała!
 

 
Nie poddaj sie, bierz zycie jakim jest.
I pomysl, ze na drugie nie masz szans.

Po co ten stres, myslisz, ze nie masz nic.
Kazdy ma, nawet ty.
Czasem trzeba to po prostu znalezc.
Milosc, noc i deszcz, zycie tez.
Dlatego warto starac sie.
Powiedz, czy naprawde nic nie jestes wart.
Znajdz to w sobie, tak.

Nie poddaj się, bierz zycie jakim jest.
I pomysl, ze na drugie nie masz szans.

Ten kraj jest jak psychodeliczny lot.
Czujesz, ze nie zmienisz nic.
Sprobuj wziac z tego cos.
To przeciez twoje zycie jest.
Popelniaj bledy i naprawiaj je.
Gdy dotkniesz dna odbijaj sie.
Wykorzystaj czas, drugiego juz nie bedziesz mial.

Nie poddaj sie, bierz zycie jakim jest.
I pomysl, ze na drugie nie masz szans.

Odetchnij wiec, zastanow sie, znajdz jego sens.
Bierz zycie takim jakie jest.
I ciagle szarp i zmieniaj je, przed siebie idz.
Bierz zycie takim jakie jest.
I zmieniaj je i ciagle walcz, przed siebie idz.
  • awatar Pierniczki: Tekst tej piosenki to cała prawda o tym jak żyć. Zawsze sobie ją nuce kiedy mam doła i wszystko przestaje mieć sens :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›